Zaszufladkowany do: Uncategorized
Po wczorajszym dniu mogę z całą pewnością stwierdzić, że przez ponad pół roku liceum zapomniałam co to beztroska. Ludzie, nie idźcie do liceum, zachowajcie radość życia!!
Dawno nie było takiego dnia jak wczorajszy. Całkowicie bezstresowego, bardzo długiego i myślę, że niezapomnianego. Wagary, lody, gra w wyzwanie, śmiech i wygłupy budzą we mnie potrzebą zabawy i beztroski, która najprawdopodobniej została przysypana stertami książek biologicznych, wybita z głowy ogromną ilością nazw leków i pojęć medycznych.
Gdy w tej chwili przyglądam się mojemu życiu, uświadamiam sobie, że nie mam zbyt wielu wspomnień. Jedyne co mogłabym w tej chwili opowiedzieć swoim dzieciom, gdybym takowe miała byłoby: “Wiesz skarbie, kiedyś usiadłam nad książkami i uczyłam się o…”
Niby wiem, że przyszłość jest najważniejsza dla mnie. Muszę się teraz męczyć aby w przyszłości całym moim życiem nie stała się harówka w supermarkecie i gotowanie jakiemuś pijakowi, który mówiłby do mnie : “Gdzie obiad do cholery!” lub “Podaj mi piwo kobieto”.
I choć w tej chwili czuję potrzebę diametralnej zmiany, to wiem że ona nie nastąpi. Będę dalej żyła od klasówki do klasówki, od chemii do chemii, pisząc durnego bloga o niczym, bo i tak nie mam czego w nim opisywać, i którego nawiasem mówiąc nikt nie czyta, bo wstydzę się dać jego adres moim znajomym (których i tak jest niewielka garstka). Nie jestem człowiekiem, który potrafi znaleźć złoty środek między rozrywką a obowiązkami. Albo jedno, albo drugie. A ponieważ jestem chorobliwie ambitna to wybieram to pierwsze. A beztroski dzień podaruję sobie raz na kilka miesięcy. Taki dzień, podczas którego nie będę się niczym zamartwiać i nie pomyślę ani razu o szkole. Bo na dzień dzisiejszy wygląda to tak, że uczę się praktycznie rzecz biorąc codziennie, a jeśli zdarzy się jakiś dzień kiedy tego nie robię, to mam wyrzuty sumienia przez kolejny tydzień i kwalifikuję ten dzień jako zmarnowany. Ale za wczoraj nie mam wyrzutów sumienia i jestem z tego powodu dumna :).
Zaszufladkowany do: Uncategorized
Przygotowania do świąt idą pełną parą. Jest już posprzątane(prawie), zostało tylko mycie lustra, o które jest wojna przed każdymi świętami.Wszystkie nienawidzimy myć lustra. Głównie ze względu na baaaaaaaardzo dużą ilość kosmetyków stojących na półce pod lustrem ,które trzeba zestawić, powycierać z kurzu i postawić z powrotem na półkę. Jest to okropne zajęcie, bo kosmetyki podczas zdejmowania spadają na podłogę i czasami nawet się tłuką. Przez to myjemy lustro tylko dwa razy do roku.
Zgodnie z coroczną tradycją poszłam dzisiaj do Kościoła ze święconką. Tak. JA poszłam do kościoła ze święconką. I chodzę tam co roku razem z M. M. i M. ;)
Mam teraz dużo kicajków na półce i bardzo pasują one do Jednorękiego Mściciela, którego dostałam od A. na urodziny. Nie lubię zbyt dużej ilości kicajków. Ale za to Mikołajów na Boże Narodzenie nigdy dość. Kicajki mnie obserwują, delikatnie wychylając się z koszyczka.. wrr…
Zaszufladkowany do: Uncategorized
Dziś wkurzają mnie wszyscy. Facet, który gapił sie na mnie w autobusie. Babka od w-fu. Nawet A. mnie dzisiaj wkurza, chociaż zwykle słucham jej paplania z nieukrywanym zainteresowaniem.
tak się czasami zdarza, że jestem w nastroju nieprzysiadalnym
Dziś wszelkie formy przysiadalności wymuszonej denerwują mnie bardziej niż sąsiadka kosząca trawę o siódmej nad ranem – to coś na zasadzie “mój jest ten kawałek podłogi”. Niemniej już tylko jeden dzień szkolny do świąt. W tym klasówka z polaka, która(znając moje obrzydzenie do Kochanowskiego, a to z jego twórczości ma być ta klasówka) najprawdopodobniej nie pójdzie mi zbyt dobrze. Co ja poradzę na to że wolę czytać poezję Marcina Świetlickiego od J.K. Jak powiedziała A.: “Co z niego za ojciec? Dla jednej córki napisał tyle trenów a drugiej tylko jeden.”
Tak więc idę popatrzeć się w zeszyt do polskiego, co wcale nie znaczy, że będę się uczyć, wręcz przeciwnie. Włączę muzykę, bo jak wiadomo music is medicine for the soul, i osunę się w świat wyobraźni, który jest znacznie lepszy niż rzeczywistość, bo w tym świecie nie jestem w nastroju nieprzysiadalnym i przysiada się do mnie ktoś dla kogo nigdy nie jestem w nastroju nieprzysiadalnym i mało tego, ten ktoś mnie SŁUCHA, i mało tego on ROZUMIE co mówię. Ale to tylko wyobraźnia. Niemniej mieć chwilę wyobrażonego szczęścia jest lepiej niż nie mieć go w ogóle(i czuć się jak dywanik) nieprawdaż???