wstrząśnięte nie mieszane


kwiecień 29, 2008, 8:29 pm
Zaszufladkowany do: Uncategorized

Ułożyłam ładną stertę z książek na moim łóżku. Ułożyłam, siedzę i patrzę na nie jakby mi coś złego zrobiły. Najbardziej mnie wkurza obecność tej w czerwonej okładce, rozłożyła sie na środku jak jakaś królowa książek, a jest tylko durnym podręcznikiem do historii. Ma jędza tupet. Za to moja ulubiona ostatnio, różowa okładka, ciekawa, dowcipna poczytajka na dobranoc uciekła gdzieś na bok biedna i leży tak samotnie jak wyrzutek. Współczuję jej, bo znam to straszne uczucie odrzucenia. Ale jest ktoś, kto docenia jej wyjątkowość -> JA. Ja wiem co dobre;).

A teraz coś odnośnie tytułu posta, bo odbiegam od tematu. Zaczynam kochać jazdę autobusem. Nie wiem co w tym fajnego, też tego nie łapię. Ale ja po prostu uwielbiam autobusy. Mimo choroby lokomocyjnej, mimo tłoku i tych wszystkich rozpychających się staruszek. To uczucie jak siedzi się na autobusowym siedzonku, słucha muzyki z MP4 jest nie do opisania. Czuję się wtedy taka ważna, jestem częścią jakiejś społeczności, chociażby autobusowej;).A poza tym autobusy są miejscem, w którym kręci się życie towarzyskie ludzi stale nimi podróżujących. To tam widać wszystko i wszystkich. Kto ma nową fryzurę, kto się przefarbował, kto ma obciachowe lśniące kozaczki, albo jeszcze coś bardziej badziewnego. To wszystko widać jak jedzie się autobanem. Te cudowne środki lokomocji, są także najlepszym miejscem do plotkowania.

A jak już dojadę do szkoły to-> gapię się. Na człowieka o pseudonimie artystycznym ZYZYZY. Gapię się i myślę sobie półprzytomnie: “Boże jaki on śliczny”. Niezmiernie głupie jest to, że myślę tak już od początku tego roku szkolnego, a gówno z tym zrobiłam, ale czego innego można się po mnie spodziewać. Czasem łapię to cudowne spojrzenie, czasem jakby nieśmiałe i spłoszone, jak u dziecka. Bardzo łatwo się nabrać na tę niewinność, to takie słodkie, a potem się okazuje, że to pozornie milusie stworzonko to wyrachowany gbur.

No dobra no, no to idę poruszyć tą okropnie wyglądającą stertę książeczek. Chociaż konieczność jej dotknięcia wywołuje u mnie odruchy wymiotne, no to i tak muszę. Mus to mus. Ale jeszcze tylko jeden dzień.



nieznośna lekkość butów
kwiecień 27, 2008, 5:12 pm
Zaszufladkowany do: Uncategorized

Zaczynam się psuć. Jak śliwka, czy jakiś inny owoc. Ale z tą różnicą, że ja się psuję od środka a nie z wierzchu.

Lenię się. Nie robię nic pożytecznego(czyt. nie uczę się). Przez ostatnie dwa dni zeżarłam tyle lodów, że powinnam być już gruba jak słonica. Miałam iść dzisiaj pobiegać ale nie chce mi się.

Still I wonder, who am I?

Niedawno zdawało mi się, że jestem uzależnioną od nauki wariatką, co marzy o krojeniu i ma wyrzuty sumienia jak nic nie robi.
Ale nie. Teraz już nawet nie mam wyrzutów.

Tyle, że jest mi smutno. Rzadziej smutno, częściej obojętnie.

Zdawało mi się również, że mam socjofobię, co było błędne, bo zrobiłam się nadzwyczaj pewna siebie i śmiała.
I nawet już się telefonu nie boję odbierać:)

Wczoraj okazało się, że nadal potrafię się śmiać do rozpuku i zachowywać spontanicznie( o czym świadczy to, że wlazłam po kolana do Narwi i wracałam do domu w ubłoconych skarpetkach).

Znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono.

Mnie nawet nie ma kto sprawdzać.
Cholera jasna.

I co teraz?
Za półtora roku będę dorosła a o sobie wiem tyle co nic. I wtedy zapytam jak Meredith : We’re adults. When did that happen? And how do we make it stop?

* * *
Siedzę, w kółko słucham tej piosenki. Ta piosenka jest z piątego odcinka pierwszej serii Grey’s Anatomy, konkretniej w scenie, kiedy pijana Mer tańczyła z butlą tequili w ręku.
Ogarnia mnie jakaś mania na punkcie ścieżki dźwiękowej z Greysów. To chyba dlatego, że nareszcie są nowe odcinki;).



Mega optymistyczny wpis.
kwiecień 23, 2008, 8:39 pm
Zaszufladkowany do: Uncategorized

Tytuł ma na celu zbicie czytelnika z tropu i nastawienie jego umysłu na czytanie rzeczy pozytywnych.

Nie chce mi się pisać. Chociaż nie, jednak mi się chce.

Boli mnie wszystko, dosłownie każdy mięsień, głowa mi zaraz eksploduje, a gardło wcale nie pozostaje gorsze od głowy. Ale z gardłem to inna historia, ono po prostu domaga się działki Septolete o smaku wiśniowym. Na głowę już nie działa żaden apap. Pomaga tylko porządna dawka ibuprofenu. Czyżby początek lekomanii?

Mój horoskop na ten tydzień był podobno straszny. Ja nie czytuje horoskopów. To moja mama mi o tym powiedziała. I to dziś, w środku tygodnia, kiedy wszystkie paskudne rzeczy zaczęły się już dziać.

Zaczyna mnie wkurzać to, że ciągle udaję, że mi na czymś nie zależy. Bo łatwiej jest schować się i przyglądać światu z obojętną miną, łatwiej stwarzać pozory, że nic na tobie nie robi wrażenia.

Czytam, wciąż coś czytam, słowa innych układają mi się w historię o mnie.
Lubię ten stan
Rozkoszne sam na sam
Cisza i ja
Cisza, ja i czas
Udaje, że świat
Zamyka się
W tych czterech ścianach
A za nimi pustka
Lubię ten stan
Cisza, ja i czas

Oj pani Nosowska, jaka pani je mądra niomalnie.

Mam ochotę odciąć się od świata, wyłączyć telefon, gg, przestać pisać i wychodzić z domu.
I cholera jasna nie mogę.
Bo życie jest już tak kurewsko popierdolone.
Do czego to doszło, cytuję już nawet moją matkę, bo sama nie umiem stworzyć nic mądrego.
Ave.