Zaszufladkowany do: Uncategorized
Odcinek pierwszy piątej serii Grey’s anatomy obejrzałam. Piękny, naprawdę. Tytuł to oczywiście słowa mojej kochanej Mer. Christina znów szaleje i używa swoich niesamowicie sarkastycznych i obrzydliwie szyderczych tekstów, Meredith jak zawsze nie wie co ma zrobić, Derek jak zawsze kocha Mer, Bailey wrzeszczy, Sloan wyrywa piękne pracowniczki szpitala. Wszystko tak jak powinno być. I pojawia się również Denny. Przez chwilę krótką, w marzeniach Izzie, ale jednak się pojawia. Kocham ten film. A na następny odcinek niestety muszę poczekać dwa tygodnie. Odliczanie czas zacząć.
Mer i Der znów razem. Szczęśliwi, zakochani. Uwielbiam ich. No popatrzcie na nich tylko.
I jak tu ich nie kochać?;).
Góry. Byłam tam. Tak, tak góry. Widziałam coś poza mazurami, yeah. I Kraków. Piękny, cudowny, zachwycająco-powalający Kraków. Zamieszkam tam. Zobaczycie, że tam zamieszkam.
Powoli ginie moje poczucie alienacji od społeczeństwa. Co jest dobre, jest bardzo dobre. A razem z nim ginie poczucie odrębności i inności. Co już nie jest takie dobre. Bo czuję się kompletnie i całkowicie zwyczajna. Wiem, że nie jestem nadzwyczajna, ale poczucie inności jest bliskie poczuciu niezwykłości nieprawdaż? To taka jakby imitacja niezwykłości. Zupełnie coś innego a jednak mamy nadzieję i wmawiamy sobie, że dzięki temu, iż jesteśmy inni i odrębni, jesteśmy kimś nadzwyczajnym. Co jest kompletną bzdurą w większości przypadków.
Zaszufladkowany do: Uncategorized
It’s not good pretending that any relationship has a future if your record collections disagree violently, or if your favourite films wouldn’t even speak to each other if they met at a party. (Nick Hornby “High fidelity” ewentualnie in polisz “Długa droga w dół”)
Jeśli ktokolwiek z was jest szczęśliwym posiadaczem książki, której tytuł i autor znajdują się w nawiasie, chętnie pożyczę. Chciałam ją sobie kupić przed wyjazdem, ale oczywiście do poniedziałku mi nie przyślą. Szukałam również e-booka. No i ni ma. Pożądam tej książki. Muszę ją mieć.
Wielkie rozpoczęcie pięknego okresu zapierdolu odbija się powoli na moim zdrowiu i samopoczuciu. Początki jesiennych przeziębień mam już za sobą, teraz może być tylko gorzej. Zjadam po trzy rutinoscorbiny na kolację, a witaminę C i strepsilsy na deser. Czasem w ramach urozmaicenia menu przegryzam również gripexy i popijam fervex.
Biegam, kupuję różne bzdury na wyjazd, mijam na ulicach starych znajomych,którzy już od dawna nawet się ze mną nie witają. Zderzyłam się ostatnio na ulicy z jakąś obcą dziewczyną, po czym obie zamiast się przepraszać za poturbowanie wybuchnęłyśmy śmiechem i poszłyśmy każda w swoją stronę.
Pakuję się na pięciodniowy wyjazd w góry. Jak na razie jestem na etapie pakowania muzyki na MP4. I zaraz zacznę rzucać kurwami, bo nie mieści mi się wszystko to, co bym chciała. Jezus Maria. I jak ja zniosę te pięć dni, nie dość że tak daleko od mojej mamy, to jeszcze z taką odrobinką muzyki jaką jest 1GB? Nie zmieściły mi się dwie płyty Tori, jedna PJ, jedna Snow Patrolu. Oczywiście to tylko płyty z obowiązkowego minimum, które przy sobie mieć muszę. Mam tak czasem, że gdy wracam do domu autobusem i nie mam przy sobie MP4, to czuję, że zwariuję, jeśli zaraz po wejściu do domu nie posłucham There there Radiohead.
A co do gór. Ach, jak ja kocham wycieczki szkolne. Te kłótnie o miejsca w autobusie, o to kto siedzi przy oknie, kto od środka. No i o to kto siedzi na końcu, bo wiadomo, że tam to siedzi każda klasowa elyta, a z przodu to siedzą frajerzy i lizusy. Ja tam jakoś zawsze siedziałam z przodu.
Mam zamówienia na dwie pocztówki(mam je wysłać niby?) i na breloczek dla brata. Jakby se nie mógł sam kupić. Bo breloczki w Zakopanym to inne robią niż u nas, nie?
Mam ochotę napisać opowiadanie. A może coś dłuższego niż opowiadanie. Pomysł dopiero rodzi się w mojej głowie. Chociaż nadal jestem przekonana, że jednak się do pisania nie nadaję.
Zaszufladkowany do: Uncategorized
Moje smutne dni powoli mijają. Przy życiu trzyma mnie wizja zbliżającej się wycieczki w góry i myśl o tym, że potrafię rozwiązać pół zadania z matmy przy tablicy.
PJ Harvey mi śpiewa bez przerwy. Myślałam, że szlag mnie trafi gdy ktoś dziś powiedział, iż Angelene to piosenka Hey i Chylińskiej. Ok, Hey i Chylińska ją wykonywały, ale to utwór PJ HARVEY. MOJEJ UKOCHANEJ PJ. A MÓWIENIE, ŻE ANGELENE TO PIOSENKA HEY I CHYLIŃSKIEJ TO BLUŹNIERSTWO. Wybaczcie caps locka. Ale ja kocham PJ. I nie przestanę nigdy. To jedna z tych miłości, które będą trwać do śmierci.
Spotkałam dziś mojego dobrego kumpla z gimnazjum, którego nie widziałam rok. I to spotkanie uświadomiło mi jak bardzo się zmieniłam przez ten rok. Rozwinęłam. Ukulturalniłam. Bo w końcu ja też tak samo jak on używałam kiedyś słowa kurwa jako przecinka. I zauważyłam coś. To jak ja siebie samą oceniam, to jak siebie widzę wcale nie jest tym co sugerowałaby nazwa. W gruncie rzeczy myślę o sobie to, co myślą o mnie otaczający mnie ludzie. Przykłady? Proszę.
1.Gimnazjum. Cała moja klasa (no ok, z wyjątkami) pochodziła z biednych rodzin, każdy miał jakieś duże problemy, alkohol w domu, rozbita rodzina, śmierć kogoś bliskiego itp. Tam nie odstawałam zbytnio od reszty, problemy mam, trochę finansowe i rodzinne też. Lecz w oczach tamtych ludzi to ja byłam kimś zamożnym. Było mnie stać na więcej rzeczy niż resztę np. w wakacje ja jechałam na tydzień na mazury a inni nie jechali nigdzie(hardkor nie? bogaczka ze mnie, byłam na mazurach). W ich oczach byłam tytułowym dzieckiem szczęścia. I jestem nim.
2.Liceum. Trafiłam do grupy ludzi, którzy w większości kawał świata zjeździli i jakieś tam góry niezbyt ich kręcą, bo wiele razy byli, widzieli i to dla nich żadna nowość. Jestem jedyną osobą w tej klasie, która nie była ani w górach ani nad morzem. Efekt? Czuję się jak upośledzona żebraczka w gromadzie książąt i księżniczek.
I dopiero gdy zetknę się z jakimś starym znajomym zaczynam czuć się jak tytułowe dziecko szczęścia. I jestem nim. Chociaż dość często o tym zapominam.
———————————————————————————–
W muzyce jest coś takiego, co przenika przez ściany, mur, który budujemy, i kultury, w których żyjemy, także nasze mity, legendy, genetykę. Zdarza się, że przeszywa cię tak jak wiatr, burza, huragan, dosłownie zrywając dach z twojego uporządkowanego sposobu myślenia. Muzyka może kompletnie zmienić twój świat. (Tori Amos)
Mój powoli zmienia.