wstrząśnięte nie mieszane


Jesień trwa, rdzawych liści czas.
październik 28, 2008, 5:41 pm
Zaszufladkowany do: Uncategorized

Lubię takie dni, gdy budzę się i pamiętam moje sny ze szczegółami. Po jakimś czasie niektóre senne obrazy w mojej głowie zacierają się i zapominam o nich, a niektóre zostają. Jak ten o wrednym babsztylu z ciastkami. Wredny babsztyl miał budkę, w której rozdawał zajebiście dobre ciastka. Kupa ludzi waliła do budki po te wielkie buły(bo ciastkiem ciężko to nazwać). Wszyscy po kolei dostawali tyle ciastek ile sobie zażyczyli. A gdy nadeszła moja kolej babsztyl pochował wszystkie ciastka i kazał mi szukać. Za cholerę nie mogłam ich znaleźć. Aż w końcu znalazłam jedno pod jakąś deską. A potem śniło mi się, że chciałam ściągnąć piosenkę z Mission Impossible a ściągnęło mi się “Smells like teen spirit” Nirvany.

Jesień trwa -
Rdzawych liści czas,
Kaloszy, peleryny i mgły
Jesień trwa -
Szpetnej aury czas
Pod płaszcze się pcha,
Wyziębia nam serca – wiatr

Polecam sklep www.fabryka-kolczyka.pl

To mój typ:

A. I chciałam dodać, że kiedy ktoś z was będzie miał zamiar kupować mi prezent na urodziny to niech zwróci uwagę na takie perfumy w owalnej tęczowej buteleczce. Nie pamiętam nazwy.



Tomorrow, tomorrow is a different day.
październik 26, 2008, 6:07 pm
Zaszufladkowany do: Uncategorized

Rano nie chce mi się wstawać z łóżka. Leżąc rano w łóżku nie widzę ani jednego sensownego powodu żeby wstać. Ale potem przewija mi się prze oczami wizja tego co mnie ominie jeśli nie wstanę. Ciągle mam wrażenie, że coś mnie omija.

I to nie jest ten sam brak chęci do czegokolwiek innego niż spanie co w zeszłym roku. Z drugiej strony w zeszłym roku nie pisałam jeszcze bloga więc pewna w stu procentach co do tego być nie mogę. Jednak pamiętam trochę przełom listopada i października zeszłego roku. Pamiętam, że niczego nie chciałam. Niczego. Tak jak zawsze chciałam mieć tylko święty spokój. Apatia, niechęć do świata i ludzi, zdaje się, że to mnie głównie wtedy cechowało. Teraz też chcę mieć święty spokój. Ale nie tylko. Teraz nie wybiegam tak bardzo myślami w przyszłość, teraz kupuję kolorowe ciuchy, teraz odliczam do premiery Zmierzchu, teraz żyję bardziej z dnia na dzień. Martwię się bardziej jutrem niż tym co ma być za rok. A jeżeli w perspektywie jest jutro, o które martwić się zbytnio nie trzeba, to czegóż tu jeszcze żądać? Chyba tylko więcej ptysiów i kakao. Tak więc zamiast walczyć z życiem pozwalam mu się nieść i płynę, zgrabnie omijając mielizny.

A oto jedyna piosenka Avril Lavigne, którą lubię. Za każdym razem jak to oglądam mam ochotę wejść w monitor i ją pocieszyć.

Pierwszy raz z własnej woli wyjdę jutro z domu w czymś różowym.

40 dni do premiery Zmierzchu.



to dziwne.
październik 24, 2008, 10:39 pm
Zaszufladkowany do: Uncategorized

Książka o samobójcach mnie nie wciąga, nie chce mi się też oglądać Grey’s anatomy. Herbata już mi nie smakuje tak jak kiedyś. Za to kupiłam sobie różowy sweter w którym zajebiście dobrze się czuję. I chyba kupię sobie puchate nauszniki. Biedna kizia mizia.

W rytmie Fisza.

Ty jesteś mój narkotyk lecz raczej ciężki,
wiem, jestem roztrzepany, to prowadzi nas do klęski.

W perspektywie mam weekend pełen wrażeń. Będę jadła dużo smacznych, świeżych bułeczek z dżemem i przyswajała do mojego odmarzniętego mózgu(efekty stania codziennie na przystanku o siódmej rano)kompletnie niepotrzebną mi do niczego wiedzę. Więc można powiedzieć, że będę uczyć się dla zabicia czasu. Tak, to zdanie to coś bardzo pocieszającego. Uczyć się dla zabicia czasu. Taa, nie mam co robić to się kurwa pouczę.

- Ludzie nie są wyspami! Nie można odciąć się od innych!
- Ja mogę! Jestem wyspą, jestem Ibizą!

(Był sobie chłopiec)

Gówno prawda. Ja jestem Ibizą koleś.