Zaszufladkowany do: Uncategorized
Marzy mi się taki genialny koncert Radiohead jak ten, taki na którym śpiew publiczności czyni utwór magicznym, chciałabym być w tym tłumie ludzi, zaśpiewać Karma police razem z Thommy’m i poczuć tą magię na własnej skórze.
I widzicie, muzyka Radiohead to coś tak cudownego, że mówi wszystko. Nie trzeba nic do niej dodawać, nie trzeba niczego wyjaśniać.
Zaszufladkowany do: Uncategorized
Okazuje się, że los nie zaprzestał regularnego dokopywania mi. Całkiem efektywnie kontynuuje swoją działalność. Ostatnio robi to poprzez osoby z mojego otoczenia, które często dziwnymi aluzjami dają mi do zrozumienia, że jestem osobą nieinteligentną i śmieszną. Poza tym ludzie kompletnie nie liczą się z moim zdaniem. Kurna, zaczynam czuć się jak jebane popychadło. Niedobrze. Bo nie jestem z natury jebanym popychadłem.
Spokojnie dziewczyno, jeszcze tylko półtora roku tego liceum, tylko półtora roku, tylko nieszczęsne półtora roku. Szybko zleci, zapomnisz ich wszystkich, będziesz uczyć się anatomii zamiast funkcji kwadratowej i procesów eolicznych, mieszkać z dala od tego strasznego miejsca gdzie znęcają się nad ludźmi psychicznie i mieć te minione trzy lata głęboko gdzieś.
Jedyny fajny dzień tygodnia to sobota. Bo jadę na korki z biologii do pani P., siedzę tam trzy godziny i słucham co pani P. ma mi na dzisiaj do powiedzenia, potem daje mi ona mikroskop do zabawy na jakieś pół godziny. I jest fajnie, jest wspaniale, żadnych funkcji, mówek z angielskiego ani wietrzenia skał. Ja chcę już iść na studia. Przeskoczyć te półtora roku jakimś cudem i zakończyć tą moją dziwną przygodę na profilu mat-inf-ang. Kretyńska decyzja z gimnazjum stopniowo rozpierdala mi kolejne trzy lata życia. Co w pewnym stopniu potwierdza tezę, że jestem nieinteligentna.
Dobra, koniec tego użalania się. Jutro jest sprawdzian z biologii, z którego dostanę piątkę. I dzięki temu mam jutro po co wstawać z łóżka o 7.00 i przedzierać się przez zaspy na przystanek o 8.00 aby kolejny raz nawiedzić moje miejsce tortur .
Zaszufladkowany do: Uncategorized
Nienawidzę być niepełnoletnia, nienawidzę. To takie niesprawiedliwe. Gdybym urodziła się przed lipcem spakowałabym się po prostu, powiedziała: “mamusiu, jadę do Gdyni na Openera, nie musisz się martwić o mnie, jakoś dam sobie radę, będę jadła ziemię i myła się w kałuży, ale przeżyję”. Brak tego nieszczęsnego kawałka plastiku zwanego dowodem osobistym według mojej mamy chyba świadczy o młodzieńczej niepoczytalności. Czy naprawdę musiałam się urodzić w grudniu? Przez głupie kilka miesięcy różnicy nie pojadę na Openera, nie zobaczę Placebo, Briana nie zobaczę, w ogóle nic nie zobaczę. Kolejne wakacje w domu, ewentualnie na mazury z tatusiem. Wooooooow, już się na to cieszę. To koniec jest. Masakra.
A jutro będę witać święty obraz. Extra. Akurat teraz, kiedy już doszłam do tego genialnego wniosku, że jestem niewierząca. Wolałabym już się modlić do plakatu Placebo.
Ta piosenka idealnie opisuje mój stan ducha.