Zaszufladkowany do: Uncategorized
Przez jakiś czas nie potrzebowałam tej formy terapii, jaką jest ten blog, może nawet stałam się beznadziejnie wesoła na jakiś czas, ale wszystko co dobre na szczęście się kończy. Dobre według społeczeństwa, nie według mnie. Nie znoszę być radosna i uśmiechnięta, bo wtedy staję się podobna do ludzi którymi gardzę, do tych głupków cieszących się chwilą i wypisujących wszędzie, że ich życiowe motto brzmi: “Żyj każdym dniem tak jakby miał być twoim ostatnim.” To naprawdę przykre.
Myśląc racjonalnie, każdy normalny człowiek, mając świadomość, że nie dożyje jutra, najpierw rzuciłby niekiedy bardzo lubianą przez siebie pracę, pierdolnął w pysk wszystkim niegodziwcom, którzy zrobili mu w życiu jakąś very bad thing, kupiłby sobie wielkiego lodzika o smaku tiramisu, wyznał ludziom kochanym, że ich kocha, przeczytał jeszcze raz ulubioną książkę, przesłuchał ulubioną płytę i poszedł zakupić dla siebie nagrobek, aby przypadkiem jego rodzina nie wybrała czegoś paskudnego. Przynajmniej ja bym tak zrobiła. A gdybym tak na co dzień żyła jakby każdy dzień miał być moim ostatnim, to zamiast jednego nagrobka miałabym już cały cmentarz.
Więc aby nie zmarnować matczynych pieniędzy, zbieranych na moje studia na kupno cmentarza pozostanę przy smutku, zmęczeniu i gniewie, które stały się już stałymi elementami mojego mrohnego imidżu.
Zaszufladkowany do: Uncategorized
Przestałam utożsamiać się z Meredith, która ma rozdwojenie jaźni, bo jest czasem dark&twisty, a czasem bright&shiny. Robię się za to podobna do Cristiny, co mnie ani nie przeraża ani nie smuci, chociaż powinno. Jej słowa: ‘kiedy byłam nastolatką, nienawidziłam innych nastolatek’ bardzo dobrze oddają moje złe, paskudne myśli, przepełnione brzydkimi słowami.
Znikam, rozmywam się, rozpuszczam. Rozpuszczalnikiem jest chyba rezygnacja, tak sądzę. Jeszcze trochę mojego rozpuszczalnika i zniknę całkiem, rozpuszczę się do ostatniego kawałka, nie będzie mnie w ogóle. I wtedy stwierdzę: nie ma mnie, ale nikt nie będzie słuchał, bo w końcu mnie nie będzie.
Normalnie nóż się w plecach otwiera.
I pomyśleć, że całe to pierdolenie bierze się z tego, że nie zobaczę tych panów na żywo. Ale spokojnie. Zawsze jeszcze mogę się schlać, albo podciąć sobie żyły.
someday there’ll be a cure for pain,
that’s the day I throw my drugs away.
Za to pogodziłam się już z moją klątwą, można powiedzieć, że jestem z nią na ty i dogadujemy się w miarę dobrze. Problem w tym, że zanim się z nią pogodziłam zdążyłam już bezwstydnie namoknąć czułością, co trochę przeszkadza mi w zwyczajnym egzystowaniu.
Czasami naprawdę boję się ludzi. Nie dlatego, że są przerażający. Boję się, że coś zauważą. Zauważą, że wcale nie jestem twarda, że łatwo mnie zniszczyć, bo sypię się od każdego lekkiego uderzenia. Przejrzą mnie na wylot i nagle ich olśni, iż jestem tylko kruchym, bezbronnym dzieckiem, łatwym celem, pozującym na opancerzony i kuloodporny obiekt. Serio, boję się ludzi. Tych spostrzegawczych najbardziej.
Zaszufladkowany do: Uncategorized
don’t be too suprised
’cause I get tired of
noisy alarms
& phone bills.
Jestem wściekła, wkurzona, rozczarowana, i wściekła, i zrozpaczona, i kompletnie zdesperowana i maksymalnie wkurwiona, i te uczucia mieszają się we mnie i bulgoczą przy tym jak wrząca woda w czajniku.
Miłość do muzyki. Miłość do muzyki i miłość do książek. To jest coś, co trzyma mnie przy życiu w tych moich nieustannych, codziennych zmaganiach ze światem. Między szkołą a korepetycjami, to jedne z niewielu rzeczy, które uspokajają moje nerwy, wyciszają umysł i przywracają mnie do życia, kiedy mam już serdecznie dość. Więc dlaczego ja się kurwa pytam, dlaczego tak jest, że tego roku przyjeżdżają do Polski moje dwa ukochane zespoły, tworzące najwspanialszą muzykę na świecie, ja ze względu na to, że jestem jeszcze do grudnia nieletnia nie mogę tam jechać? Gdzie jest sprawiedliwość? No gdzie?
Czuję, że umieram. Wewnętrznie umieram. Potrzebuję wyjazdu na Radiohead 25 sierpnia. Panicznie potrzebuję. Żeby zdobyć siłę na ostatni rok mojej licealnej udręki, przetrwać go, zdać maturę, i dostać się na studia. Nie poradzę sobie bez tego. Któregoś dnia nie wytrzymam, pęknę, i stwierdzę, że pierdolę to wszystko, że mam to gdzieś i nie mam już siły. Zrobię wszystko żeby tam pojechać. Oddam się, sprzedam nerkę, cokolwiek. Tylko zabierzcie mnie na Radiohead’a na litość boską.