wstrząśnięte nie mieszane


my first name Angelene, prettiest mess you’ve ever seen.
czerwiec 26, 2009, 7:53 pm
Zaszufladkowany do: Uncategorized

Mój czerwiec ‘09 ma intensywny zapach truskawek przesycony alkoholowym aromatem. Przypadł mi do gustu ten zapach.
Głównymi składowymi czerwca ‘09 są: wódka finlandia o smaku limonki, soundtrack z “Garden state”, “Muzykofilia” Olivera Sacks’a, “Sabrina, nastoletnia czarownica”, wszechobecne truskawki, zielona herbata oraz przeogromne ilości cudownej, błogiej bezczynności.

Głównym moim wakacyjnym zajęciem jest leżenie na łóżku z jednoczesnym wgapianiem się w sufit i słuchaniem muzyki. Czasem jeszcze macham przy tym nóżką. To aż trzy czynności na raz, nie lada wysiłek. W ramach urozmaicenia przesiaduję przed telewizorem oglądając codziennie rano wszystkie seriale na Polsacie z “Sabriną, nastoletnią czarownicą”, jako główny punkt programu, na który wyczekuję z niecierpliwością.

I jest mi tak dobrze z samą sobą jak jeszcze nigdy. Nie wiem czy to zasługa mojej nowej kwiatowej tuniki, czy granatowego lakieru do paznokci, dzięki któremu czuję się jak cholerna czarodziejka z Merkurego i mam ochotę krzyczeć :”potęgo Merkurego, działaj!”*, i szczerze mówiąc, mam to gdzieś, ale to jest chyba jakiś etap przełomowy w osiągnięciu samoakceptacji, której brak okropnie mnie od jakiegoś czasu uwiera. Bo jeśli zaczyna się myśleć “jak to zajebiście, że urodziłam się babą i mogę nosić takie zajefajne tuniczki i malować sobie pazury” zamiast mojego głównego hasła “nienawidzę swojego życia”, to chyba jest jakiś przełom. Tak sądzę.

I ustawiłam sobie to genialne zdjęcie Mer i Cristiny na tapetę, aby przypominało mi do czego dążę, i kim chcę być, ale w tym momencie mojego życia chcę się nudzić.

Chcę tylko się nudzić. I potęgować w sobie uczucie zajebistości.

* “Czarodziejka z księżyca”;)



tańczę to sobie, ja to sobie tańczę.
czerwiec 6, 2009, 6:47 pm
Zaszufladkowany do: Uncategorized

Uwielbiam “Pogo” Świetlików głównie za to, że występuje w nim moja data urodzenia, i w dodatku jest tam nazwana jaśniejszym momentem.

* * * * *

Mam nowy cel w życiu. W zasadzie nie różni się zbytnio od poprzedniego, zmienia tylko lokalizację, no i prestiż też zmienia. Cudownym zrządzeniem losu oraz niesamowicie zajebistym przypadkiem UJ zmienił zasady rekrutacji na kierunek lekarski. Na rok 2010/2011 wymagane są: rozszerzona biologia i chemia oraz matematyka na poziomie podstawowym. Jednym słowem: OJAPIERDOLE!

Jako, iż dostaję mdłości na myśl o zdawaniu fizyki na maturze wybieram najprostsze oraz najgenialniejsze wyjście z możliwych: nie zdaję jej. Za to biorę się za matmę, co będzie banalnie proste, bo jestem na profilu mat-inf-ang(którego wybór od samego początku przeklinałam w duchu, a teraz zaczynam uważać za przebłysk geniuszu) no i matmę wpajają mi czasem po kilka godzin dzienne w nieszczęsnym drugimelo(jego wybór również przeklinałam, musiała mną wtedy kierować jakaś przegenialna intuicja, która pchnęła mnie do tego kroku, bez kitu, nie ma innej opcji).

Studiowanie w Krakowie, które do tej pory uważałam za całkowicie niemożliwe, jest teraz w zasięgu moich krótkich rączek. A marnowanie takich szans jak wiadomo, nie leży w mojej naturze, naturze człowieka chorobliwie ambitnego, co jak się uprze, to nawet ścianę przesunie. Więc po prostu: witaj Kraków, i tyle ;).