wstrząśnięte nie mieszane


leaving the city.
sierpień 28, 2009, 9:47 pm
Zaszufladkowany do: Uncategorized

ani jednego więcej wpisu tutaj.
nowy dom:
http://brieflyshaking.wordpress.com/



coś się pomieszało w czasie i przestrzeni.
sierpień 24, 2009, 10:27 pm
Zaszufladkowany do: Uncategorized

W każdej książce potrafię znaleźć cytat o sobie.

Czarująca dziewczyna. I trochę niezrównoważona psychicznie.

-Haruki Murakami “Tańcz, tańcz, tańcz”

Co jakiś czas mam coś takiego, powraca do mnie ta nieodparta chęć usunięcia wszystkich rozmów z przeszłości, pozbycia się wspomnień, zostawienia tego całego bajzlu za sobą, zrobienia całkowitej  czystki w moim życiu, przeprowadzenia rewolucji, zapomnienia tej osoby, którą kiedyś byłam, i którą częściowo nadal jestem. Więc kasuję archiwum gg, usuwam maile, przeprowadzam dokładny przegląd swoich rzeczy, wyrzucając wszystko przypominające mi wydarzenia, rozmowy i ludzi, o których chcę zapomnieć.

Ale nie dam rady usunąć wszystkiego, wypowiedziane przeze mnie słowa mimo wszystkich moich wysiłków zostaną w pamięci osób, do których były skierowane.
To zupełnie tak jakbym miała gumkę do ścierania, wymazywała to co zostało napisane ołówkiem, ale to co pochopnie, nie przemyśliwszy tego wcześniej zapisałam długopisem zostanie już na zawsze. I myślę sobie “kurwa mać, trzeba było wyposażyć się w korektor”, ale taki magic pen niestety nie istnieje. Damn it. I chociaż tak chcę uciec z miejsca w którym stoję, to nie wiem dokąd, bo nie istnieje miejsce, w którym chciałabym być.

Ale muszę przenieść się na inny, nowy blog. To wiem na pewno. Dlatego, że część tych wszystkich postów napisała gówniara, która ponad rok temu zapragnęła mieć swój blogasek, i którą od jakiegoś czasu już nie jestem. Jestem kimś innym. I to nie jest moje miejsce.

Kiedy tak sobie piszę o tym całym zapominaniu, przypomina mi się ten film.



different strokes for different folks.
sierpień 17, 2009, 11:27 pm
Zaszufladkowany do: Uncategorized

Wakacje nareszcie się dla mnie zaczęły, zaczęły się tak bardzo że bardziej już się zacząć nie mogą, i to cholernie przykre, że dla mnie będą trwały tylko trzy tygodnie, tylko dlatego że wcześniej nie było żadnego bodźca, który rozbudziłby mnie z zimowego snu.

Rodzinne sprawy powoli składają się do kupy, po kawałku. Jednak nie stał się żaden cud i nagle nie zasiało się w moim oziębłym serduszku ziarenko miłości do rodzinnego ciepełka, to się raczej nigdy nie stanie. No, może w następnym życiu.

Najgorszy moment podczas tego uroczego, pełnego uprzejmości i sztywniactwa rodzinnego spotkania był wtedy gdy spytali “a co tam u ciebie słychać Kasieńko?” a ja przecież nie mam nic do powiedzenia na ten temat, oprócz “a nic, do szkoły chodzę” (bądź “czasem w obawie przed śmiercią z nudów idę się napić wódki”), po czym posyłam przepraszający uśmiech typu “wybaczcie mi, że jestem nikim”. Oczywiście musiałam znieść także pogaduszki o maturze, studiach, kpiące uśmiechy gdy wspomniałam o planach związanych z medycyną, wypytywanie o ewentualnych mężczyzn w moim życiu, zapadającą wiele razy niezręczną ciszę. Cóż, nie ma to jak rodzina.

Nie bardzo dociera do mnie w tej chwili że w maju mam maturę. Moja matka za to zaczyna się zaopatrywać w leki uspokajające, kolekcjonuje mi również powoli wyprawkę na studia (kolorowe ręczniki, pościel, nowa suszarka, nowe żelazko i inne tego typu pierdoły). Według mnie to dosyć pochopne działanie, bo jeszcze mogę się nie dostać, i skończyć za ladą w śmierdzącym McDonaldzie. Obecnie mam tak jakby to wszystko gdzieś, popijam sobie krwawą mery, czytam książki, oglądam filmy.
I mam absolutną obsesję na punkcie piosenki “Everyday people” zespołu Sly & the family stone.